Wodny eksperyment - jaki wpływ na skórę ma picie wody?

by - 07:38


2 niepozorne pierwiastki: WODÓR i TLEN. 
Razem tworzą wyjątkowe połączenie - WODĘ, bez której życie na Ziemi byłoby niemożliwe.
Postanowiłam sprawdzić osobiście jaki wpływ na moją (ale i Twoją;)) skórę  ma picie wody.
Czy faktycznie regularne dostarczanie 3l tego płynu w ciągu dnia zagwarantuje lepsze nawilżenie i bardziej promienny wygląd cery?

Jeśli ciekawi Cię wynik mojego eksperymentu, zachęcam do przeczytania dzisiejszego wpisu do końca;)

Zacznijmy od kilku podstawowych informacji.


Skóra to baaardzo uwodniony narząd. Pewnie pamiętasz, że dzieli się ona na kilka warstw, z których największe znaczenie ma skóra właściwa (to tutaj znajdują się włókna kolagenu i elastyny, nadające skórze jędrność i elastyczność). 
Znajduje się w niej ok. 50-60% wody, czyli całkiem sporo prawda?  
Kolejnym ważnym elementem jest warstwa rogowa, czyli ta, która kontaktuje się ze środowiskiem zewnętrznym. 
Im wyższe warstwy skóry, tym zawartość wody maleje. Jednak i tutaj znajdziemy ok. 10-15% H2O.

Dzięki odpowiedniemu nawodnieniu skóra zyskuje sprężystość i elastyczność. 
Staje się bardziej odporna na działanie czynników zewnętrznych, a bariera skórno-naskórkowa skuteczniej chroni przed wniknięciem niechcianych drobnoustrojów, 
czy grzybów.
Kolejną zaletą wody jest to, że dostarczana od wewnątrz pomaga usunąć nadmiar toksyn i szkodliwych produktów przemiany materii, których obecność w organizmie powoduje poszarzały wygląd skóry.

Wszystko pięknie brzmi w teorii, ale czy ma to odzwierciedlenie w praktyce?


Dlaczego postanowiłam pic więcej wody?

W okresie wiosenno-letnim moja skóra zaczyna troszkę wariować. I o ile moja cera jest mieszana w kierunku tłustej, o tyle skóra na ciele potrafi być bardzo przesuszona i ściągnięta; zwłaszcza na plecach czy łokciach. Do tego często miewam mocno przesuszoną skórę dłoni i niestety ciężko „naprawić”  to jakimikolwiek kosmetykami. Od początku czerwca stosuję też kurację dermatologiczną retinoidami zewnętrznymi, a jak wiadomo te substancje potrafią bardzo mocno przesuszyć naskórek 
i doprowadzić do silnego złuszczenia skóry.
W ostatnim czasie przeczytałam też wiele ciekawych książek i artykułów na temat diety i jej wpływu na organizm, co bardzo mocno zainspirowało mnie do wprowadzenia drobnych poprawek do swojego stylu życia;)

Jak wyglądał eksperyment w praktyce?

Każdy dzień zawsze zaczynam od 1 lub 2 szklanek ciepłej wody z sokiem z cytryny i to się nie zmieniło. Taki napój oprócz nawodnienia ma jeszcze jedna zaletę – działa alkalizująco (zasadotwórczo) na nasz organizm. Dzięki temu utrzymujemy równowagę kwasowo-zasadową, ustępują bóle mięśniowe, czy stawowe, 
a metabolizm działa na najwyższych obrotach:) Dodatkowo to mały zastrzyk antyoksydantów, które walczą z wolnymi rodnikami i pomagają zachować  młodość;)
Łatwo jest rano wypić szklankę wody, ale jak pamiętać o dostarczaniu jej do organizmu przez cały dzień?
Mój sposób był prosty. Codziennie zabierałam ze sobą do pracy 1,5l butelkę wody mineralnej i piłam ją małymi łykami przez 8 godzin. Sięgałam po nią automatycznie 
i można powiedzieć, że wyrobiłam w sobie nawyk picia wody.
Żeby nie było monotonnie wybierałam wodę różnych marek. Troszkę różnią się smakiem
i chyba udało mi się znaleźć ulubieńca;)
Po powrocie do domu wypijałam jeszcze kilka szklanek przegotowanej wody 
z cytryną i tym sposobem łącznie uzbierało się ok. 3l każdego dnia.

Pewnie zastanawiasz się, czy piłam tylko wodę…
Woda była podstawą, ale nie wyobrażam sobie dnia bez kawy i zielonej herbaty. Tak, wiem, że odwadniają one organizm, ale nie potrafię odmówić sobie tej przyjemności. Postanowiłam jednak każdą wypitą kawę czy herbatę zrekompensować sobie dodatkową szklanką wody, żeby  nie zniszczyć moich starań o zwiększenie nawilżenia skóry;)
Taki schemat działań wprowadziłam w czerwcu i początkowo wcale nie miałam w planach pisać o tym na blogu.
Jednak efekty bardzo mnie zaskoczyły i stwierdziłam, że muszę się z Tobą nimi podzielić. 
Po miesiącu zauważyłam wyraźną poprawę jeśli chodzi o nawilżenie całego ciała. Skóra na plecach, z którą zawsze miałam dość spory problem, 
z przesuszonej stała się miękka i nawodniona. Prawdziwy cud;) Do tego dłonie przestały się tak mocno przesuszać. Zauważyłam, że zdecydowanie rzadziej sięgam po krem nawilżający czy balsam do ciała. Nie towarzyszy mi uczucie ściągnięcia, które wcześniej było mocno denerwujące.

A co ze stanem cery?

Tak jak napisałam obecnie przechodzę kurację retinoidami zewnętrznymi.  Bardzo często obserwuje się wtedy nadmierne przesuszenie skóry, czego doświadczyłam dwa lata temu w trakcie podobnej kuracji. Teraz jestem pozytywnie zaskoczona, bo skóra nie daje mi popalić i nie obserwuję negatywnych skutków ubocznych. Zdaję sobie sprawę, że jest to kwestia odpowiedniej pielęgnacji, ale jestem też w 100% przekonana, że picie tak dużej ilości wody również przyczyniło się do takiego efektu.


Jeśli zapytasz mnie czy warto pić 3l wody (albo nawet więcej) w ciągu dnia, bez wahania odpowiem, że warto. 
Pozytywnie zaskoczona rezultatem postanowiłam, że mój eksperyment stanie się codziennością;) 
Może za kilka miesięcy zaobserwuje więcej pozytywnych zmian…

A Ty jak dbasz o nawodnienie swojego organizmu? A może woda nie potrafi przejść Ci przez gardło i szukasz sposobu żeby 
w końcu przekonać się do jej picia?
Dam Ci jedna radę;)
Spróbuj na początek dodać do wody kawałki owoców, np. maliny, truskawki albo winogrona i listek mięty. Jej smak będzie naprawdę wyjątkowy;) W sklepach jest mnóstwo gadżetów, które zachęcają do picia wody. Co powiesz na butelkę ze specjalnym wkładem na owoce albo szklany słoik ze słomką? 
Podejmij wyzwanie i sprawdź, czy i Twoja skóra potrzebuje nawodnienia od wewnątrz;)

Pozdrawiam i zapraszam na kolejne wpisy;)

Spodoba Ci się także

1 komentarze

  1. Też zaczęłam pić zdecydowanie więcej wody, ale na pewno nie aż tyle. Fajny sposób znalazłaś z tą butelką w pracy :)

    OdpowiedzUsuń